Shadowlands
„004” (2026)
Seeing Red Records
Warto czasem zrobić sobie reset od słuchania metalu a Shadowlands idealnie się do tego nadaje. Kwartet pochodzący z Portland w Oregonie swoim czwartym albumem daje znać, że ma dużo do powiedzenia w takich gatunkach jak rock gotycki, post-punk i darkwave. Co w takim razie sprawia, że ten krążek wyróżnia się spośród innych gotyckich i okołogotyckich wydawnictw?
Pierwszą kwestią jest znalezienie przez zespół złotego środka pomiędzy tym, co kiedyś a tym, co teraz. Shadowlands świadomie nawiązuje do stylistyki post-punkowej, jak i new wave z końca lat 70. i pierwszej połowy lat 80. Kłaniają się takie nazwy jak Joy Division, Siouxsie And The Banshees, The Cure, Bauhaus i Talking Heads. Mimo to brzmieniowo i muzycznie nie jest to pójście na całość cztery dekady wstecz. Fakt, płyta brzmi bardzo organicznie, „w starym stylu”, lecz jednocześnie nie jest archaiczna. Shadowlands udało się dzięki temu przywołać klimat dawnych czasów, a z drugiej strony brzmi to świeżo. Podczas słuchania czuć, że album nagrano dziś, a nie 40 lat temu.
Drugą sprawą jest umiejętność komponowania przez kwartet świetnych kawałków. O ile znaleźć można na „004” odrobinę psychodelicznych i eksperymentalnych fragmentów, to jednak utwory cechują się piosenkową budową. Mają solidne struktury, a przy tym są bardzo melodyjne i melancholijne. Zespół unika przy tym banałów, prezentując twórczość dojrzałą i głęboką – zarówno w sferze muzycznej, jak i lirycznej. No właśnie, zatrzymam się jeszcze na chwilę przy tekstach. Poruszane są w nich poważne tematy trapiące dzisiejsze społeczeństwo. Presje społeczne, cyfrowy świat i coraz mniejszy kontakt z naturą. Z tym, co czyni nas ludźmi. Wszystkie te zagadnienia idealnie pasują do sfery muzycznej Shadowlands.

Kolejną zaletą jest poziom wykonawczy. W skład zespołu wchodzą dwie kobiety i dwóch facetów – czyli jest równowaga w mocy. No dobra, teraz poważnie. Za klawisze i wokal odpowiada Amy Sabin a jej gra i śpiew są bez zarzutu. Ma ona świetny głos i śpiewa w naturalny dla siebie pełen emocji sposób. Nie ma w jej głosie czegoś wymuszonego i nienaturalnego. Poza tym klawisze pełnią ważną rolę w muzyce zespołu i na tym polu Amy również wywiązuje się znakomicie. Za to na gitarze i drugim wokalu wtóruje jej siostra, Angie Sabin. Potrafi ona swoją grą stworzyć odpowiedni klimat, a jej gitarowe partie są nieodzowną częścią muzycznego krajobrazu Shadowlands. Gdyby tak ogołocić muzykę kwartetu z gitary to na pewno dużo by na tym straciła.
Za bas odpowiada Jesse Elizondo i ten instrument jest bardzo wyraźny. To także ważny element, który napędza dynamikę każdej kompozycji. Jesse doskonale wypełnia przestrzeń pomiędzy klawiszami i gitarą a perkusją. A skoro o perkusji mowa, to grający na niej Casey Logan ma tutaj sporo do powiedzenia. Brzmienie bębnów jest mocne i naturalne co wraz z wyraźnym basem tworzy idealną sekcję rytmiczną. Można w sumie powiedzieć, że Amy i Angie to ta delikatniejsza, subtelna część Shadowlands. To one odpowiadają za piękne melodie i melancholijny klimat. Natomiast Jesse i Casey to ta mocniejsza część dająca muzyce potrzebny drive. Czyli było nie było, równowaga w mocy jest.
Ciężko mi wyróżnić na tej płycie jakieś kawałki, ponieważ całość jest bardzo dobra. Nie ma na niej wypełniaczy, nie ma zbędnych dźwięków, nie ma niepotrzebnego kombinowania. Jest za to dojrzałość muzyczna i swoją drogą takie zespoły są potrzebne. Jeśli ktoś tęskni za bardziej gitarowym i organicznym post-punkowym i nowofalowym graniem to Shadowlands jest odpowiedzią na tę prośbę. Płyta idealnie nadaje się do wieczornego relaksu, a jednocześnie skłania też do refleksji. Rekomendować ją miłośnikom takiego grania to jak pytać misia, czy lubi miód. Tymi słowami zakończę tę recenzję.
Metal Drifter Score: 4.5 out of 5.0 stars/5
Skala ocen:
★ – Cause Of Death
★★ – Leprosy
★★★ – So Far, So Good…
★★★★ – Bomber
★★★★★ – Aces High
