The Last Words Of Death XXXVII – relacja z koncertu… w piekle

The Last Words Of Death XXXVII

W ostatnią sobotę czerwca miała miejsce w Bydgoszczy impreza pod nazwą The Last Words Of Death XXXVII i z pewnością był to niezapomniany wieczór. Po pierwsze zestaw zespołów był naprawdę doborowy. Po drugie pogoda dopisała aż nadto i było goręcej niż w samym piekle. Zarówno na zewnątrz, jak i w klubie. Nawet sam rogaty siedząc na tronie tam na dole, pozazdrościł tego inferno, popłakał się, spakował i wyjechał na nie wiadomo jak długo. Jak się okazało, Słońce też potrafi być diabelskie i dowalić przy tym z dżilion stopni. No ale nie o tym będę rozprawiał, bo pogodynką nie jestem, za to zajmę się samym koncertem.

The Last Words Of Death XXXVII – cztery zespoły, cztery różne metalowe światy

Jedną z najważniejszych zalet Maciejowych eventów jest fakt, że organizator często dobiera różnorodne stylistycznie ekipy, żeby nie było monotonnie. Tak było również i tym razem, bo w Over The Under Pub swoje niecne dźwięki zaprezentowały takie grupy jak Zadushka, Eteritus, Baalzagoth i Sznur. I każda z nich pomimo gorąca, którego sam survivalowiec Bear Grylls by zapewne nie przetrwał, dały popis profesjonalizmu. No i podkręciły jeszcze bardziej temperaturę w klubie. W tym miejscu, zanim przejdę do opisu poszczególnych występów, dziękuję Adamowi Kurdynowskiemu (IG: @yungadasz) za udostępnienie zdjęć. Tak przy okazji, to on dzielnie kręcił także wszystkie występy.

Zadushka

The Last Words Of Death XXXVII - Zadushka
Zadushka – fot. Adam Kurdynowski (IG: @yungadasz)

Pierwsza załoga, która wparowała na scenę, jest zjawiskiem dość osobliwym. I piszę to w jak najlepszym znaczeniu. To zacne trio swoją muzykę określa jako necrodoom, co idealnie pasuje do stylistyki zespołu. Ze swojej strony dodam, że jest to też pokręcone granie z pewną dozą nieprzewidywalności. I za sam ten fakt należy się plus. Właściwie to nie wiem, do czego to przyrównać i to zadanie raczej sobie odpuszczę.

Poza muzyką na pewno interesujący jest również image. Chłopaki mają pomysł na siebie i na własny występ wyszli stosownie ubrani. Mieli kapelusze z frędzlami jak w firankach doszyte na brzegach rond, a pod rondami kapelutków świeciły się lampki. Do tego na scenie wystawili małą chyba ręcznie robioną trumnę, w której leżała lalka. Było jeszcze coś na wzór ambonki i to z niej basista/wokalista brał jakieś papierzyska i je rozrzucał. No oryginały z tych gości są, nie ma co. Konferansjerka dodatkowo podbiła jeszcze przekaz tego koncertu.

Zespół jak na razie ma jedną studyjną płytę w dorobku i jest nią „Wielkhi Tydzień” z 2023 roku. Zatem setlista opierała na kawałkach z tego krążka i zaliczyliśmy Wielki Tydzień w jakieś 40 minut. Brzmieniowo jak najbardziej czytelnie i wszystkie instrumenty było dobrze słychać. Zachowanie sceniczne bez zarzutu. A skoro o tym mowa to Pan J gdzieś tak pod koniec występu turlał się po scenie i najwyraźniej się skaleczył, bo zdaje się, że poleciała jucha. To się nazywa grać metal.

Eteritus

Eteritus
Eteritus

To kolejna ekipa, jaka zainstalowała się na scenie Over The Under Pub. Zmianie uległ też klimat muzyczny, ponieważ toruński Eteritus porusza się w rewirach black/death metalowych o melodyjnym i klimatycznym zabarwieniu. Wcześniej zespół parał się death metalem skręcającym w kierunku Szwecji, by kilka lat temu właśnie zwrócić się ku obecnej stylistyce. Poza tym kolejną nowością w przypadku Eteritus jest dołączenie w tym roku Alicji Ławeckiej, wiolonczelistki Merkfolk, jako koncertowej basistki grupy.

Nic też dziwnego, że zagrane utwory pochodziły głównie z ostatniej, zeszłorocznej płyty „Odium Et Irae Dei Super Vos”. Swoją drogą bardzo dobrej. Mimo wszystko nie zabrakło akcentu z poprzedniej death metalowej ery, kiedy na scenę wszedł były wokalista Eteritus, żeby zaryczeć jeden ze starszych kawałków. Był to świetny pomysł i brawa za to, że zespół nie odcina się od swojej starszej twórczości, co akurat jest dobre, bo to kawał wybornej muzy.

Pod względem muzycznym i scenicznym wszystko działało, jak należy. Widać i słychać było, że Eteritus to zgrana ekipa. Gitarzyści dobrze współpracują ze sobą, sekcja rytmiczna chodzi jak naoliwiony mechanizm, a meksykański wokalista Oz doskonale wie, co powinien robić frontman na scenie. Wszystkie te elementy składowe złożyły się na naprawdę dobry występ.

Baalzagoth

The Last Words Of Death XXXVII - Baalzagoth
Baalzagoth – fot. Adam Kurdynowski (IG: @yungadasz)

Na początku czerwca ukazała się druga płyta zespołu zatytułowana „No God, No Savior”, także na The Last Words Of Death XXXVII nadarzyła się świetna okazja do prezentacji tego materiału. Tak też się w praktyce stało, ponieważ set składał się głównie z utworów z tego wydawnictwa. Album jest naprawdę mocny i jak ktoś lubi death metal podlany czernią, to zachęcam do sięgnięcia po niego.

Koncert Baalzagoth to nie przelewki – tak samo, jak muzyka grupy. Kostrzynianie (znad Odry) odpowiednio przygotowali swój występ. Aspekt wizualny był w tym przypadku ściśle związany z muzyką i warstwą liryczną kawałków. Na scenie pojawiły się krzyże (w słusznej pozycji), były makijaże, a dźwięki wygrywane przez kwintet kosiły równo. Co bardziej wrażliwi mogliby się przerazić tego show. Tyle że dla takich osób idealne to są spędy na Jasnej Górze, a nie takie koncerty. I tam jest miejsce takich delikwentów.

Baalzagoth to konkretna maszyna koncertowa i zespół ekspresowo przeszedł przez swój set jak błyskawica po piorunochronie. Było bardzo intensywnie i bez bawienia się w półśrodki. Nim człowiek się obejrzał, było już po wszystkim. Czyli oznacza to, że było tak, jak powinno być. Pozostały zgliszcza i osad po sonicznym pożarze.

Sznur

The Last Words Of Death XXXVII - Sznur
Sznur – fot. Adam Kurdynowski (IG: @yungadasz)

No i nastał finał imprezy. Sznur często klasyfikowany jest jako black metal, lecz tak po prawdzie zespół wyrobił sobie swój charakterystyczny styl. Mogę śmiało stwierdzić, że stworzył swoje własne uniwersum – z wierzchu brudne i wulgarne za to pod powierzchnią kryjące głębsze treści. No to skoro jest uniwersum, to kiedy rusza franczyza, panowie? Czekamy na książki, filmy, komiksy i seriale niczym u Marvela czy Star Wars tylko bardziej plugawe hehe. No dobra, żarty suchary na bok.

Koncert Sznura ciężko jest właściwie opisać, bo wówczas wchodzi się do zupełnie innej rzeczywistości. W Bydgoszczy zespołowi towarzyszył Larmo zajmujący się samplami i to właśnie od jego wejścia zaczął się występ. Na początku można było usłyszeć coś w stylu syreny alarmowej co chwilę później przeszło w skoczną piosenkę niczym w dobranocce dla dzieci. Tyle że żadnemu dziecku tej „piosenki” lepiej nie puszczać, a to dlatego, że są tam słowa uważane za niegrzeczne – delikatnie mówiąc. Po tej „pieśni” wjazd zrobiła reszta ekipy i rozpętało się piekiełko. Kominiary oczywiście obowiązkowe zaś Limbo miał maskę rodem z filmów sadomaso. Za to Zer0 oprócz pomarańczowej kominiarki z doczepionym czarnym wąsikiem jak u Poirota miał koszulkę z Beatką (Kozidrak), co idealnie dopełniło ten abstrakcyjny image.

Zespół leciał z kawałkami jeden po drugim i nie oszczędzał się na scenie. Nie oszczędzała się również publiczność i aż dziw bierze, że barierki wytrzymały to całe bujanie się zebranej pod sceną widowni. Jako że Sznur wypuścił w kwietniu na świat „Cwela”, to poleciały kawałki z tej płyty jak chociażby tytułowy czy „Człowiek Wiadro”. Było też coś z przeszłości w postaci „Czuję Zapach Twojej Cipy”. W pewnym momencie, gdzieś tak pod koniec koncertu, Limbo zszedł ze sceny i wlazł z gitarą między publiczność, nadal na niej grając. Ogólnie z tego występu zrobiła się jedna wielka metalowa impreza, która trwała aż do jego końca. A kiedy ten koniec nastąpił, człowiek czuł się tak jakby przeszło przez niego tornado.

The Last Words Of Death XXXVII – podsumowanie

TLWOD - koncert w sierpniu

Kolejna impreza, kolejny udany wieczór. Każdy z zespołów wypadł jak najbardziej na plus. Dodam jeszcze, że na evencie stoiska wystawili Greg z Godz Ov War i ekipa Złego Demiurga. Dzięki temu można było zaopatrzyć się w ciekawy merch. Czyli było wszystko, czego potrzeba – zimny browar, płyty, kasety, koszulki i oczywiście sroga dawka metalu. Czegóż chcieć więcej? Jedynie kolejnej edycji imprezy, która odbędzie się 29 sierpnia. Zagrają Frightful, Dammnatorum, Xulub Mitnal i Xificurk także szykuje się solidna porcja ciężkich dźwięków. Warto zatem obserwować stronę eventu, na której pojawiać się będą szczegółowe informacje. Ze swojej strony zapraszam na kolejną edycję.

Podaj dalej \m/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Metal Drifter
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.