Solystalgia
„Solystalgia” (2026)
Nameless Grave Records
Solystalgia to całkiem nowy zespół, który powstał w zeszłym roku i znienacka wydał niedawno debiut. Płyta ukazała się w czerwcu i nie poprzedzały jej żadne pomniejsze wydawnictwa ani single. Wynika z tego, że amerykańskie trio było do tej pory schowane gdzieś w podziemiach. Mimo to nastał czas podzielenia się muzyką i dodam jeszcze, że ma się tutaj do czynienia z death/doom metalem.
Kiedy mówi się o tej odmianie metalu, na myśl przychodzą od razu takie nazwy jak Paradise Lost, My Dying Bride, Swallow The Sun itp. No i Solystalgia pasowałaby do tego grona. Z tym że dorzucić można byłoby jeszcze taki np. Hooded Menace czy Disembowelment. W takich właśnie rewirach porusza się opisywana tutaj grupa. Przyznam się też na początku, że ta muzyczna propozycja sprawiła mi przyjemną niespodziankę.
Patrząc na rozkład utworów na płycie, mam wrażenie, że kryje się tutaj jakiś koncept. Niestety wydawca nie załączył wielu szczegółowych informacji, także posłużę się własnymi obserwacjami. Album ma niecałe 38 minut i składa się na niego 8 kawałków. Pierwsze 6 kompozycji jest krótszych, z czego 3 stanowią pewnego rodzaju intra do następujących po nich numerów. Ponadto ich tytuły zamieszczone są w nawiasach, np. (Procession), co wskazywać może na część jakiegoś większego wspomnianego konceptu. Natomiast 2 ostatnie kawałki są najdłuższymi na tym wydawnictwie – trwają ponad 10 i 7 minut. Wychodziłoby na to, że stanowią one drugą część krążka, czyli stronę „B”.

Jeśli mowa jest o samej muzyce, to zespół nie poszedł na skróty i na łatwiznę. Kompozycje nie są bowiem zbudowane schematycznie – czyli zwrotka, refren, zwrotka, refren, bridge, solo i refren. Muzyka idzie raczej liniowo z punktu A do B itd., przechodząc z jednego motywu do kolejnego. Poza tym trio raczej nie wraca w obrębie danego utworu do wcześniejszych motywów, jakie się w nim pojawiły. Jest to jak podróż z jednego miejsca do drugiego. Mija się kolejne miasta, wioski i krajobrazy bez zawracania do któregokolwiek z nich. Trochę przypomina mi to konstrukcje większości utworów, które znalazły się chociażby na „Shades Of God” Paradise Lost. Sporo kawałków z tej płyty ma właśnie taki liniowy charakter. Zaznaczę przy okazji, że nie wskazuję bynajmniej, że Solystalgia kopiuje Brytyjczyków pod tym względem. Na myśli mam bardziej podobne podejście do samego komponowania niż kopiowania muzyki.
Jest też na tej płycie trochę ciekawych pomysłów aranżacyjnych. Pojawiają się dobrze skonstruowane kontrapunkty gitarowe czy politempo. Nadaje to muzyce więcej przestrzeni i warstw. Słychać przez to doskonale, że amerykanie napracowali się przy tych kawałkach. Jeśli planem było zrobienie czegoś ambitniejszego, to został on zrealizowany rzetelnie.
Przy każdym przesłuchaniu ta płyta jak dla mnie zyskuje. Końcowa nota jest wysoka ze względu na wspomniane już nietypowe podejście i chęć zrobienia czegoś, co schematyczne nie jest. Jak ktoś gustuje w takich dźwiękach, to zachęcam sięgnąć po debiut Solystalgia i sprawdzić, co przygotował zespół. Jest to ciekawie skomponowana i zagrana muza z dobrymi melodiami.
Metal Drifter Score: 4.0 out of 5.0 stars/5
Skala ocen:
★ – Cause Of Death
★★ – Leprosy
★★★ – So Far, So Good…
★★★★ – Bomber
★★★★★ – Aces High
