Kolejna już, bo XXXV edycja festu o nazwie The Last Words Of Death zapisała się chlubnie w annałach metalowego undergroundu. Tym razem Bydgoszcz najechały cztery black metalowe akty w ramach trasy o nazwie „Ex Navicula Mortis”. Na deskach Over The Under Pub zaprezentowały się kolejno: Balberskult, Despised Cruelty, Kir i Odium Humani Generis. Jako że daleko nie miałem a do tego Pan organizator to kumpel, którego znam od ponad trzech dekad, to nie pozostało nic innego jak pojawić się na miejscu tego misterium.
The Last Words Of Death – jak wypadły zespoły?
Balberskult
Pierwsi na scenę wparowali Niemcy z Balberskult. Jak na black metal przystało, wszystko było na swoim miejscu. Surowa muza, makijaże i generalnie cała otoczka.
Scenicznie i muzycznie ich występ okazał się w porządku. Black metal wykonywany przez Balberskult bliski jest drugofalowej surowiźnie prosto ze Skandynawii. Czyli prosto i do przodu, zero solówek a gdzieniegdzie można było wychwycić punkowe naleciałości. Mimo to brzmieniowo było czytelnie i kwartet dzielnie przedzierał się przez kolejne kawałki. Ich set trwał ok. 40 minut i obyło się bez przesadnej konferansjerki. Wokalista oczywiście zapowiadał kawałki, co dawało jakiś pogląd na temat tego, czego dotyczą teksty. Przed jednym z utworów zapytał za to publiczność czy lubi grzyby. Jak można się domyślać, nie chodziło mu o miłość do grzybobrania i szukania borowików tudzież podgrzybków czy koźlarzy.

Przy okazji, oglądając występ Balberskult razem z Grzegorzem (Mortis Dei), zauważyliśmy, że perkusista ma na łbie szyszak. No i ten szyszak po jakimś czasie zaczął mu jeździć po łepetynie w różne strony. W końcu go zdjął, bo ten element oręża powodował dyskomfort podczas gry. My za to próbowaliśmy rozkminić, po co mu make-up, jak i tak zakłada na głowę ten nieszczęsny szyszak, przez co nie widać makijażu. Ot, taka mało istotna zagadka tego wieczoru.

Na dwa ostatnie utwory na scenę wparował gość z zacnym brzuchem piwnym, gołą klatą czymś tam wysmarowaną (może krwią, może farbą) i makijażem. Zespół jeden z kawałków zadedykował ów jegomościowi, do którego należał mocny finał występu Balbesrkult. Jeśli przez myśl przeszło ci, że pluł krwią, ział ogniem czy szlachtował wieprza to pudło. Sceniczny gość zaczął puszczać… bańki. Tak, takie bańki mydlane dla dzieci. Tego jeszcze na koncertach black metalowych nie grano.
Despised Cruelty
Kolejną ekipą, która zameldowała się na deskach, był pierwszy z łódzkich zespołów w tym zestawie. Ponadto, o ile się nie mylę, to był już trzeci raz Despised Cruelty na The Last Words Of Death, co jest niezłym wynikiem.

Pod względem muzycznym było trochę inaczej niż w przypadku Balberskult. Co prawda to ciągle ten sam gatunek metalu, jednak łódzki kwintet gra nieco inaczej. O ile Niemcy nie bawili się w finezję, tak z kolei Despised Cruelty zapodał black metal w różnych (ciemnych) barwach. Nie mam przy tym na myśli odjeżdżania w jakąś niezrozumiałą awangardę. Mimo to są w muzyce zespołu różne dodatki dające jej więcej wymiarów, że tak się wyrażę. Tyle że trzymane jest to wszystko w black metalowych ryzach.

Twórczość łodzian wprowadza nastrój niepokoju, przez co człowiek czuje się nieswojo – takie jest przynajmniej moje odczucie. Tak właśnie odebrałem ich występ. I nie należy brać tego za mankament. Wręcz przeciwnie, to zaleta. Scenicznie też było dobrze. Wokalista momentami sprawiał wrażenie obłąkanego, co idealnie korespondowało z muzą i tekstami. To zdecydowanie był ciekawy gig. Zespół błyskawicznie też przeszedł przez set trwający 50 minut i pozostały jeszcze dwa akty. Tym samym marcowy event The Last Words Of Death zaliczył półmetek.
Kir
Jako trzeci zaprezentował się krakowski Kir. Grupa zadebiutowała mocnym krążkiem „L’appel du vide” z 2024, który przyniósł interesującą dawkę black metalu o własnym charakterze. I dzięki temu uwydatnił się również plus tej trasy – cztery black metalowe akty, a każdy z nich inny. Wracając jednak do Kir.

Ich koncert był mocnym doświadczeniem. Przynajmniej z mojej perspektywy brzmiało to niezwykle masywnie. To tak, jakby betonowa dżungla przywaliła nieszczęsnego człeka. No albo inaczej, to tak, jakby cały szlam betonowej dżungli wylał się na delikwenta. W tym przypadku delikwentów było więcej, bo doświadczyła tego publiczność w Over The Under Pub. Piszę o tej betonowej dżungli dlatego, że Kir ma ten urbanistyczny klimat – duszny, ciemny, stęchły. Można sobie do tego opisu dodać jeszcze inne „ponure” przymiotniki.

Muzyka zespołu jest wielowarstwowa, niekiedy nieoczywista a zaprezentowanie tego w odpowiedni sposób na żywo z pewnością jest dość wymagające. Tak przynajmniej się domyślam. Krakowianie wyszli z tego zwycięsko, równo trzebiąc gawiedź swoimi dźwiękami. To było intensywne ok. 60 minut, a to jeszcze nie był koniec imprezy.
Odium Humani Generis
Na koniec zagrała druga z łódzkich ekip. Ponad dekada działalności i konsekwentne podejście do własnej twórczości zdecydowanie przemawiają na korzyść tego zespołu. Pierwszy raz w wersji koncertowej Odium Humani Generis widziałem na początku 2019 roku. Grali wówczas w łódzkim Magnetofonie z Malokarpatan, Negative Plane i Outre. Pisałem nawet relację z tej imprezy na pewien szacowny metalowy portal internetowy. Tyle że skupię się na teraźniejszości i bydgoskim występie.

Grupa przeszła już długą drogę i dobrze było zobaczyć, jak się w międzyczasie rozwinęła. Już w Łodzi tych kilka ładnych lat temu widać było, że Odium Humani Generis ma to „coś”. I to „coś” ewidentnie coraz bardziej dawało o sobie znać z każdym wydawnictwem. Koncert w Bydgoszczy mogę określić jako wręcz mistyczne doświadczenie i mając porównanie pomiędzy tym, co kiedyś a tym, co teraz mogę śmiało stwierdzić, że zespół wyrósł na bestię.

Sam występ uważam za konkretną sztukę. Wszystko tutaj zagrało – brzmienie, światła i wykonanie. Black metal prezentowany przez Odium Humani Generis trafia w mój gust. Jest dużo Skandynawii w twórczości łodzian, to prawda, z tym że dodali oni własny pierwiastek do tego, co tworzą, ewoluowali. I tego właśnie można doświadczyć za sprawą zarówno wydawnictw, jak i koncertów. Staliśmy z Maciejem (organizatorem TLWOD), oglądając ich występ i obaj wsiąknęliśmy w to misterium. Było to coś przyciągającego, wręcz hipnotycznego. Zespół wytwarza mistyczną otoczkę wokół siebie, co działa jak magnes na publiczność. To cenna zaleta w przypadku każdego zespołu metalowego.
Nie wiem, ile dokładnie trwał ich koncert. Wiem tylko, że po tym przedstawieniu trzeba było dojść do siebie. Tyle w temacie i ze swojej strony polecam zobaczyć zespół w akcji, jeśli nadarzy się okazja. Zresztą każdy z aktów zaprezentował się bez zarzutu tego wieczoru. Jeszcze jedną przyjemną sprawą było zobaczenie znajomych twarzy, których nie widziałem od dawna. Tyle że to już inna historia.
The Last Words Of Death – szykują się kolejne bezlitosne strzały
Jeśli mowa jest o kolejnych imprezach pod tym szyldem, to należy przygotować się na potężne ciosy.
Na początku czerwca zagrają: Christ Agony, Yfel 1710, Toughness i Buddah.
Jeszcze w tym samym miesiącu, tyle że pod koniec, pojawią się: Sznur, Baalzagoth, Eteritus i Zadushka.
Koniec sierpnia też zapowiada się z grubej rury: Frightful, Xificurk, Damnatorum i niemiecki Xulub Mintal.

Za to w październiku po raz pierwszy (i zapewne ostatni) wystąpi w Polsce francuski Gorgon i to właśnie na The Last Words Of Death. To jeden z pierwszych black metalowych zespołów z tego kraju. Zagrają również Daemonolith, Exist i Capitulum.
Natomiast rok zakończy się z hukiem. Na pewno będzie jeszcze edycja w grudniu, na której zagra tradycyjnie Mortis Dei i inne ciekawe zespoły.
Na pewno na bieżąco będą pojawiać się informacje o kolejnych edycjach wraz ze szczegółami. Pozostaje mi zachęcić do udziału i mam nadzieję, że się tam kiedyś spotkamy.
Zdjęcia autorstwa Roberta Kaźmierskiego z PhotoVintage.
