Master’s Ashes
„How The Might Have Fallen” (2026)
Time To Kill Records
Master’s Ashes to debiutant w świecie ciężkiej muzyki za to złożony z osób, które siedzą w niej od lat. Zatem któż taki tworzy ten zespół? Znaleźć tutaj można takie persony jak: Eric Forrest (ex-Voivod), Jeff Golden (ex-Crowbar), Fred Waring III i Afzaal Deen (obaj ex-Crisis), Dan Kaufman (ex-Mindrot) i Katie Golden (Blood Of The Earth). Sam skład zapala już lampkę w główce, że może być grubo. Mimo to wiadomo, jak to czasem bywa z tymi supergrupami. Nie zawsze znane nazwiska idą w parze z jakościową muzyką. Warto w takim razie bliżej przyjrzeć się temu, co ta ekipa wypuściła pod tą nazwą. Mowa jest o krążku „How The Might Have Fallen”.
Panowie i jedna pani opisują swoją twórczość jako okrzyk bojowy, miażdżący komentarz do obecnego klimatu politycznego i bezlitosny policzek dla każdego, kto oczekuje, że wszystko będzie jak zwykle. Zespół nie boi się mówić władzy prawdy i obalać fałszywych idoli upadającej epoki. Czyli pod względem lirycznym nie ma bawienia się w cukierkowatą treść. Muzycznie również nie jest lekko. Muzyka Master’s Ashes nie jest bowiem łatwa w odbiorze. Jest mroczna, ciężka, niekiedy psychodeliczna i niedająca się pogłaskać. To czysty wyraz muzycznego buntu i na to trzeba się przygotować. Jako inspiracje można śmiało wymienić Amebix, Voivod, Crisis i Neurosis. Kiedy to wszystko się wymiesza, to wyjdzie z tego właśnie Master’s Ashes.

Całość zaczyna się od „Preface”. To mroczny klawiszowy wstęp z melodeklamacją, który ociera się o industrial i muzykę spod znaku filmów grozy. W sumie jest to idealne rozpoczęcie wprowadzające w klimat płyty. Do tego kończy się słowami no slaves, no masters co dodatkowo podkreśla, z jakim przekazem tekstowym będzie się miało do czynienia. To intro płynnie przechodzi w „Defiance Disorder”, któremu to kawałkowi ze wszystkich na krążku najbliżej jest chyba do psychodelii spod znaku Voivod. Podkreśla to dodatkowo ta charakterystyczna maniera wokalna Forresta. Natomiast utwory składające się na trylogię „Divert The Conflict I, II, III” mają w sobie coś zarówno z Crowbar, jak i Neurosis. Walcowate i ociężałe riffy, rozwrzeszczany wokal i spokojne niepokojące wstawki robią klimat. Tym torem podąża również „Battle Obscura” dobrze kontynuujący ścieżkę obraną w kilku poprzednich kompozycjach.
„Interzone” jest za to krótkim przerywnikiem przypominającym otwierający kawałek „Preface”. Ta chwila pozornego wytchnienia sprawdza się dobrze, by za chwilę znowu wejść do maszynki do mielenia za sprawą „The Deceptive Cadence”. Posunę się do stwierdzenia, że to najbardziej „przyjazny” utwór ze wszystkich. Jest nieco bardziej bezpośredni i gdzieś tam miejscami da się wychwycić wpływy legendarnego Black Sabbath, a także Neurosis. Ciekawe są w nim partie klawiszy pod gitarami dodające kompozycji upiornej atmosfery. Z kolei w klimaty Voivod skręca „Beginning Of The End”, a zmierzając powoli do końca, Master’s Ashes rozjeżdża słuchacza za sprawą „How The Might Have Fallen”. Na finał zespół zostawił „Epilogue”, który tworzy klamrę ze wspominanym już „Preface”. To też w zasadzie same klawisze i melodeklamacja z gdzieś tam pojedynczymi dźwiękami basu.
Ten album może nie jest łatwym kąskiem, który przełyka się od razu. Za to jest naprawdę czymś wartościowym. To muzyka wymagająca skupienia i dobrze jest poświęcić trochę czasu na wejście do mrocznego sonicznego świata Master’s Ashes. Poza tym niecałe 40 minut w zupełności wystarczy, żeby zmiażdżyć człowieka. Jeśli taka pokręcona muza komuś leży, to niech koniecznie sprawdzi tę płytę.
Metal Drifter Score: 4.0 out of 5.0 stars/5
Skala ocen:
★ – Cause Of Death
★★ – Leprosy
★★★ – So Far, So Good…
★★★★ – Bomber
★★★★★ – Aces High
