Hrob „Brána Chladu” (recenzja)

Hrob

Hrob

„Brána Chladu” (2026)

Memento Mori/Night Terrors

Słowacja wypluwa w ostatnich latach ciekawe metalowe akty, a Hrob jest jednym z chlubnych reprezentantów tamtejszej sceny. Zespół jest młody stażem, a już dał się poznać z jak najlepszej strony. Najpierw Słowacy zaatakowali demówką zatytułowaną po prostu „Hrob” wydaną w 2023 roku. Natomiast 27 kwietnia w łapska słuchaczy trafi debiutancki album „Brána Chladu”.

Zanim zajmę się muzyką zawartą na tym krążku, wspomnę o okładce. Jeśli nie miałoby się pojęcia co gra kwartet, to w pierwszej chwili można pomyśleć, że to black metal. Śnieg, noc, mróz, jakieś drzewka i klęczący jegomość przed czymś, co wygląda na lodowe wrota. No wypisz wymaluj artwork idealny dla piewców zimna i mrozu spod znaku Immortal. Czysty Blashyrkh. A tu zmyłka. A to dlatego, że Hrob gra oldschoolowy death/doom metal w najczystszej postaci. Kłaniają się klimaty Paradise Lost (demówki i debiut), Aphyx, Disembowelment i Winter.

Hrob

Znaleźć można zatem na tym krążku obskurną muzę oscylującą od wolnych rytmów do blastów. W przypadku tej płyty podoba mi się to, że Słowacy nie trzymają się sztywno jednego tempa. Tym samym dają do zrozumienia, że death/doom metal nie oznacza, że kawałki muszą się ślimaczyć. Niech za dobry przykład posłuży chociażby utwór nr 3 „Tiene Stromov”. Są w nim wolne tempa, blasty i melodyjne solo. Mimo to, kiedy piszę „melodyjne”, nie jest to jednoznaczne z tym, że jest ono „przyjazne” i „ładne”. Melodyjne jak na standardy gatunku, rzecz jasna.

Kwartet potrafi też wzbudzić atmosferę niepokoju czystymi partiami gitarowymi w takim „Genocida Snov”, kontrastując to później z riffami tworzącymi ścianę dźwięku i blastami. No albo od razu przywalić z buta w początku „Zotročený Oheň”, by po chwili nagle zwolnić po to, żeby za moment znów docisnąć pedał gazu – i tak na przemian. Jest to jak jazda z kimś, kto ma zaburzenia nastroju i siedzi akurat za kierownicą. Wspomnę jeszcze, że ów „driver” nałykał się przy okazji jakichś prochów. Album wieńczy utwór tytułowy trwający 9 minut, który idealnie ukazuje cały ten konglomerat nastrojów tak wszechobecny na tym wydawnictwie.

Bardzo udany to debiut, nie przeczę. Jako że lubię takie klimaty, to „Brána Chladu” wpasowała się w moje gusta. To muza zagrana na poziomie dobrze oddająca hołd takiemu oldschoolowemu graniu – a z drugiej strony mająca swój własny charakter. Słowacy z Hrob zarzucili dobrą przynętę. Maniacy staroszkolnego death/doom metalu pewnie ją łykną i nie puszczą. Zresztą jest to jedyna słuszna opcja w tym przypadku.

Metal Drifter Score: 3.5 out of 5.0 stars/5

Skala ocen:

– Cause Of Death

★★ – Leprosy

★★★ – So Far, So Good…

★★★★ – Bomber

★★★★★ – Aces High

Podaj dalej \m/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Metal Drifter
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.