Hexorcist
„Crucificial Imprecations”
Invictus Productions/Godz Ov War Productions
Koniec lipca, a dokładnie ostatni dzień miesiąca, oznacza nowy wyziew od Hexorcist w postaci recenzowanej tutaj płyty. Dzięki uprzejmości wydawcy ten krążek zrobił mi wjazd na chałupę już jakiś czas temu. No i od tamtej pory rozwala strzechy bezkompromisową muzą. Mimo to na początek, bo grzeczność tak nakazuje, kilka słów o samym zespole.
Kwartet działający pod rzeczoną na wstępie nazwą zaczął wypluwać swe niecne dźwięki w 2019 roku. Dotychczas dorobił się dwóch demówek, dwóch splitów i dwóch albumów studyjnych – łącznie z opisywanym tutaj. Swoją drogą, co oni mają z tymi dwójkami? Przecież mają być szósteczki, jak na oldschoolowy death metal przystało. Chociaż jak podliczyć wszystkie te wydawnictwa to jedna szóstka wyjdzie. Tyle że zostawię sobie już w spokoju tę dygresję, za to najwyższa pora nastała, żeby dostać od grupy nową płytę.
Muzyka
Nadmieniłem przed chwilą, że Hexorcist gra death metal w starym stylu, a kiedy dodać do tego jeszcze fakt, że japy nie oszczędza tutaj sam Gene Palubicki, to soniczny klimat sam się wyłania. Jak ktoś siedzi w takiej muzie, to pewnie błyskawicznie domyślił się, czego można się spodziewać. Zespół ciśnie death metal z końcówki lat 80., kierując się w stronę starego Morbid Angel, Possessed i Necrovore. No i jakby jeszcze do tego dorzucić Sadistic Intent, Angelcorpse i trochę południowoamerykańskiej furii to wyjdzie właśnie Hexorcist. To nic innego jak powrót do czasów, kiedy w metalu liczyła się bezkompromisowość i przekraczanie granic brutalności.

Słuchacz ma z tym do czynienia już od samego startu. Płytę otwiera utwór tytułowy, a jego początek brzmi jak ścieżka dźwiękowa z jakiegoś starego horroru. Za to po chwili, niczym wściekłe stado orangutanów, wpada zespół, kosząc wszystko swoimi dźwiękami. Właściwie ten kawałek odzwierciedla idealnie charakter całej płyty, ponieważ amerykanie w tym tonie jadą do samego końca. Ta dzikość objawia się zarówno w samych kompozycjach, jak i produkcji, bo nie jest to album wypolerowany i napompowany mający ładnie brzmieć. Jest za to bardziej organiczny z „przydymioną” produkcją niczym płyty z przełomu lat 80. i 90. Jakoś tak nasuwają mi się pod tym względem skojarzenia z Angelcorpse, co w sumie zaskakujące nie jest. Wszystko tutaj pasuje do siebie – sound, kompozycje i teksty. To album spójny i słychać, że chłopy tworzące ten zespół to nie żółtodzioby i dobrze wiedzą, jak taką muzę robić.
Podsumowanie
Nie jest to na pewno płyta, która przypadnie do gustu masom i nie taki jest cel kwartetu. Nie ma na „Crucificial Imprecations” zabawy w subtelności i ładne melodyjki. Jest za to trwające pół godziny niszczenie narządów słuchu. I dlatego ten krążek z pewnością przypadnie do gustu zwolennikom takiej muzy. Tylko gdzie można go dorwać? Płyty winylowe, CD i wersję digital wypuści Invictus, za to kasetki wylecą od naszej krajowej Godz Ov War. Jako dzień destrukcji należy zaznaczyć w kalendarzu ostatni dzień lipca i litości nie ma w menu.
Metal Drifter Score: 4.0 out of 5.0 stars/5
Skala ocen:
★ – Cause Of Death
★★ – Leprosy
★★★ – So Far, So Good…
★★★★ – Bomber
★★★★★ – Aces High
