Fessus
„Subcutaneous Tomb” (2025)
Darkness Shall Rise
Przyznam się, że recenzję debiutu Fessus miałem zrobić już kilka miesięcy temu. Tyle że gdzieś mi to umknęło i musiałem sam sobie dać klapsa, żeby w końcu się tym zająć. No to z lekkim poślizgiem wywiązuję się grzecznie i pokornie z zadania.
Najpierw kultura wymaga jednak krótkiego przedstawienia Fessus. To zespół, który powstał kilka lat temu w kraju narodzin Terminatora. No i jego założyciel, Brenton Weir, wymarzył sobie, żeby grać oldschoolowy i brudny death metal. Jak też wiadomo, Austria wywaliła na przełomie lat 80. i 90. trochę kultowych zespołów. Kłaniają się takie nazwy jak: Pungent Stench, Disharmonic Orchestra, Disastrous Murmur i Miasma. I jeśli już komuś robi się mokro w pieluchach na wspomnienie o tych kapelach, to Fessus jest dla niego. A do dlatego, że ojciec założyciel, Australijczyk z pochodzenia, dokooptował sobie gitarzystę, perkusistę i basistkę, po czym ta ekipa zaczęła rzeźbić death metal w starym stylu. Przy okazji hołdując austriackiej scenie. Sam Brenton zajął się zaś gitarami i wokalem.

Wydany w listopadzie 2025 roku debiut pt. „Subcutaneous Tomb” przyniósł 6 utworów, których łączny czas trwania to 35 minut. Fessus tym krążkiem pokazuje środkowy palec wszystkim wymuskanym death metalowym produkcjom. Muzyka kwartetu jest dość brudna, a tempa utworów oscylują od wolnych do średnich. Czasem pojawią się gdzieś tam przyspieszenia zagrane od niechcenia. Riffy nie są wyszukane – mają miażdżyć, a nie być warsztatami dla przyszłych gitarzystów. Przemkną również solówki, tyle że są one równie zgniłe, jak sama muzyka. Ciężko w tym przypadku mówić o finezji czy melodii. Za to idealnie pasują do konceptu dźwiękowego zespołu.
Jeśli miałbym pokusić się o jakieś muzyczne porównania, to wskazałbym kilka nazw. Na pewno byłaby to Miasma, dodałbym jeszcze Autopsy (żadna niespodzianka) i pewnie Incantation oraz Purtenance. Muzyka Fessus jest bowiem zgniła i cuchnąca jak gacie starej wiedźmy, która nie zmieniała ich przez miesiąc. I wcale nie ma też takiego zamiaru w najbliższej przyszłości. Także już wiesz, z czym przyjdzie ci się mierzyć, kiedy naciśniesz w odtwarzaczu „play”.
No to wywiązałem się z zaległego zadania. Na koniec wspomnę, że Fessus zaliczył dobry start. Maniakom takiej muzy krążek z pewnością się spodoba. Pozostaje wziąć płytę i przejść się do piwnicy, bo tam jej odbiór będzie najlepszy.
Metal Drifter Score: 3.5 out of 5.0 stars/5
Skala ocen:
★ – Cause Of Death
★★ – Leprosy
★★★ – So Far, So Good…
★★★★ – Bomber
★★★★★ – Aces High
