Horrifier – Revelations Of Gore (recenzja)

Horrifier

Horrifier

„Revelations Of Gore” (2026)

Personal Records

Sprawnie idzie Norwegom wypuszczanie nowych materiałów. Horrifier powstał w 2022 roku w Oslo i już rok później wypuścił debiut, a w 2025 pojawiły się EP-ka i split. Za to na początku sierpnia ukazał się drugi krążek. Niezłe tempo. Wypada jeszcze dodać w ramach wstępu co gra zespół. Jest to odrażający, odpychający death metal w jego najbardziej zgniłej formie.

Jak wiadomo, bo tajemnicą to nie jest, w takiej stylistyce nie ma mowy o rewolucjach. Ze swojej strony (na szczęście) żadnych wywrotów nie oczekiwałem po tej płycie. Lubię taki pierwotny i brudny death metal, ponieważ zawsze mi jakoś bardziej leżał niż sporo wypolerowanych produkcji z tego gatunku. Przerażacz, bo tak chyba można przetłumaczyć nazwę grupy, nagrał krążek, który spokojnie mógłby wyjść w latach 1989-90. Najbardziej oczywistym porównaniem będzie tutaj Autopsy i tym podobne grupy. Horrifier porusza się po tych samych zgniłych rewirach co ekipa Reiferta i z radością tapla się w tym szlamie.

Sporo jest na „Revelations Of Gore” średnich i wolnych temp, chociaż nie brakuje i przyspieszeń, kiedy trzeba. Przykładem zestawienia różnych dynamik jest chociażby „Rejoice, Children Of The Flesh”. Znaleźć w nim można trochę szybkiego łojenia, odniesienia do doom/death metalu i deklamowane wokalizy gdzieś w środku.

Horrifier

Co jest też ciekawe, Horrifier nie zawsze jest oczywisty w swoich kompozycjach i stosuje zmyłki. Wspomnę w tym miejscu o chociażby „Body Hoarder”. Zaczyna się szybko i ma się wrażenie, że tak będzie przez cały kawałek. Tyle że zespół jedzie tak przez jakiś czas i nagle zwalnia, po czym znowu dowala. Podobnie jest zresztą w „Morbid Lust”. Wprowadza to nieco urozmaicenia do utworów, przez co nie jest sztampowo. Gdyby album był odegrany na jedną nutę, to byłby po prostu nudny. W tym przypadku nie ma o tym mowy.

Jeśli chodzi o brzmienie, to jest ono rzecz jasna brudne, chociaż z drugiej strony nie przysłania czytelności poszczególnych instrumentów. Wysunięty do przodu jest też tłuściutki bas, który szczególnie daje o sobie znać w „The Final Oblation”. Za to perkusja brzmi naturalnie i obyło się bez zbytniej potrzeby „upiększania” jej soundu. Solówki są zgniłe, jak przystało na gatunek, a głęboki growl dopełnia tylko ten obrzydliwy muzyczny krajobraz.

Płyta zdecydowanie dla totalnych maniaków takiego starego grania. Nie ma na niej prób przypodobania się szerszej publiczności, przyjemnych melodyjek i refrenów do skandowania. Słuchając „Revelations Of Gore” człowiek przedziera się przez soniczną gnojówkę. Jak komuś takie wyprawy sprawiają przyjemność, to niech sięgnie po ten krążek. Ze swojej strony mam ochotę, żeby ponownie się w tym szambie zanurzyć. Zapewne zrobię to jeszcze wiele razy, bo ten album zapewnia to w pięknym i odrażającym stylu.

Metal Drifter Score: 4.0 out of 5.0 stars/5

Skala ocen:

– Cause Of Death

★★ – Leprosy

★★★ – So Far, So Good…

★★★★ – Bomber

★★★★★ – Aces High

Podaj dalej \m/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Metal Drifter
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.