Into Darkness „Route To The Outer Side” (recenzja)

Into Darkness

Into Darkness

„Route To The Outer Side” (2026)

Dying Victims Productions

No to wyleciał z nowinką włoski death metalowy Into Darkness. A cóż to za nowinka, pewnie spytasz? Już wyjaśniam. Zespół może i muzycznie porusza się po znajomych wodach, tak tekstowo zapodał coś innego niż typowe dla uprawianego gatunku tematyki. W sumie w kontekście tekstów to powinienem rzec, że grupa porusza się po bardziej i mniej poznanych zakątkach naszego Układu Słonecznego. Liryki to właściwie opisy planet i jednej słynnej komety.

Ze swojej strony przyznam się, że nigdy wcześniej nie spotkałem się z takim podejściem do tekstów w death metalu. Co prawda tematyka sci-fi w metalu obecna jest od dawna tak typowo naukowe liryki dotyczące planet raczej codziennością nie są. Brzmią one jak narracja jakiegoś programu o Układzie Słonecznym, tyle że w formie growlingu. A skoro już o tym mowa, to za gitarę i wokal w Into Darkness odpowiada kobieta o wdzięcznym pseudonimie Doomed Warrior. Poza tym słuchając zespołu, można jednocześnie dobrze odrobić lekcję z astronomii.

Dodam jeszcze, że momentami dość osobliwe wydaje się odpalenie płyty death metalowej i słuchanie o tym, jak to Saturna i jego największy księżyc Tytan odwiedziły sondy Voyager 1 i 2 oraz Cassini-Huygens. Albo o tym, ile księżyców ma Pluton. Jako małą próbkę przytoczę chociażby fragment tekstu do kawałka „Jupiter”: Similar to the Sun due to hydrogen and helium, So bright in the night to steal Venus spotlight.

Dobra, dobra, trochę miejsca poświęciłem lirykom, także zajmę się teraz muzyką. Patrząc na kosmiczny aspekt poruszanych kwestii, można przypuszczać, że nuta będzie dość klimatyczna albo chociaż miała jakąś namiastkę czegoś takiego. No i tutaj zmyłka. Into Darkness nie bawi się zbyt często w atmosferyczne intra, przerywniki czy wstawki. Nie ma klawiszy i dźwięków budujących kosmiczną atmosferę. Jedyny spokojniejszy moment płyty to zagrany na nieprzesterowanej gitarze krótki „Kuiper Belt”.

Nie ma też aż tak pokręconych aranżacji i progresywnych wjazdów jak robią to np. Blood Incantation czy Cryptic Shift. Zespół jest bardziej bezpośredni w przekazie i korzysta z tradycyjnych środków. Czyli wokal, gitary, bas i bębny robią swoje. Wszystko to nadaje jeszcze bardziej osobliwy ton całości, zważywszy na teksty. Mimo to zespół potrafi czasem zaskoczyć w kompozycjach, dzięki czemu można liczyć na różnorodność – zresztą tak jak w kosmosie i naszym Układzie Słonecznym.

Into Darkness

Płyta zaczyna się konkretnie. Into Darkness atakuje od początku wspomnianym wcześniej utworem „Jupiter”. To naspeedowany kawałek, chociaż są i zwolnienia a do tego dochodzą dość melodyjne sola. Świetna jest zmiana motywu po trzeciej minucie na rytmiczne riffy idealne do machania baniakiem. Właściwie już od początku grupa daje znać, w jakich klimatach się obraca. Muzycznie słychać wpływy holenderskiej sceny spod znaku np. Asphyx, chociaż ogólnie inspiracje są szersze. Nadmienię jeszcze, że wokal Doomed Warrior to takie połączenie growlingu z krzykiem niż typowy death metalowy bulgot. Produkcja natomiast jest nastawiona na oldschool niż na nowoczesne wypolerowane brzmienie.

O tym, że Into Darkness w ramach uprawianej muzy potrafi jednak ją dobrze urozmaicić, udowadniają kolejne kompozycje. „Saturn” ma nieco bardziej pokombinowane riffy i większą melodykę od swojego poprzednika. Niekiedy stylistycznie zahacza też o stary i surowy thrash metal. Sporo zmian jest również w „Uranus” – tutaj różnych struktur i zabawy tempami jest jeszcze więcej. Świetnie chwyta także „Neptune” ze względu na rytmikę. W niektórych momentach kawałka tak jakoś kojarzy mi się to z Bolt Thrower i Benediction. Z kolei „Halley” ma w sobie coś z oldschoolowego death/doom metalu. Pod koniec pojawia się jeszcze rozbudowany „Pluto”. Za to całość kończy trwający ponad dwie minuty utwór tytułowy z chwytliwymi riffami granymi tremolo i z dodanymi samplami z odgłosami brzmiącymi jakby pochodziły z centrum kontroli lotów.

Zespół może być dumny ze swojego debiutu. To kawał dobrze zagranej death metalowej muzy z ciekawymi pomysłami. Swoją drogą widać, że Dying Victims Productions poszerza swój katalog o zespoły z ekstremalnych gatunków metalu i jak do tej pory są to dobre strzały. Mogę polecić Into Darkness fanom ekstremalnej muzy. Warto sprawdzić tę grupę i wybrać się na wyprawę po naszym Układzie Słonecznym przy dźwiękach metalu. Premiera płyty 24 lipca.

Metal Drifter Score: 4.0 out of 5.0 stars/5

Skala ocen:

– Cause Of Death

★★ – Leprosy

★★★ – So Far, So Good…

★★★★ – Bomber

★★★★★ – Aces High

Podaj dalej \m/

2 thoughts on “Into Darkness „Route To The Outer Side” (recenzja)

  1. na tą płytę czekam,bo zapowiada się bardzo dobrze,lubię tematykę kosmiczną i s-f i lubię klasyczny death metal

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Metal Drifter
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.