Absu
„The Temples Of Offal/Return Of The Ancients – Remastered 35th Anniversary Edition” (2026)
ATMF
Praktycznie na dniach od publikacji tej recenzji ukaże się płyta zawierająca najwcześniejsze dema Absu, legendy thrash/black metalowego grania z Teksasu. Mowa jest o nagraniach z „Return Of The Ancients” i „The Temples Of Offal”. Całość została jeszcze wzbogacona o kawałek “Immortal Sorcery” z próby z 1990 roku. Także można powiedzieć, że jest to w sumie pełna dokumentacja najwcześniejszego wcielenia zespołu. Nadarzyła się ku temu też doskonała okazja, ponieważ od premiery tych taśm minęło już 35 lat.
Faktem jest, że w przeszłości, nawet niedalekiej, ukazywały się już wznowienia tych nagrań. Mimo to wytwórnia ATMF poszła dalej i zaprezentowała pełny pakiet. W praktyce oznacza to, że mamy tutaj oba dema Absu w dwóch wersjach. Na pierwszy strzał wrzucone zostały 3 nagrania z „The Temples Of Offal” – najpierw w wersjach original mix, a następnie rough mix. Potem są 4 kawałki z „Return Of The Ancients”. W ich przypadku są to wersje alternate i original. Na koniec dodano utwór „Immortal Sorcery” ze wspomnianej próby z 1990 roku. Łącznie to 15 kompozycji trwających ponad 48 minut. Muzyka została oprawiona nową okładką i projektem graficznym. Poza tym są też drobne różnice pomiędzy wersją CD a winylową. Pisałem o tym już w innym miejscu, także pozwolę sobie teraz pominąć te detale. Przejdę za to do zawartości muzycznej.
Wczesne Absu charakteryzuje się dwiema cechami. Pierwszą jest muzyka o bardziej death metalowym zabarwieniu. Druga to brak na tym etapie Proscriptora w składzie. Ten doszedł chwilę później i zespół zaczął zmierzać w thrash/black metalowym kierunku. Niemniej w tym wczesnym wcieleniu dużą rolę odgrywał Equitant Ifernain, który grał na basie do roku 2002. To on jest odpowiedzialny za remiks i mastering tych nagrań, za to Proscriptor podzielił się szczegółowymi notatkami. Zatem jest to coś o sporej wartości historycznej.

Już od początku słychać było, że dema Absu to coś więcej niż undergroundowa ciekawostka. Zespół mógł w tym okresie poszczycić się niezłą obsługą instrumentów, jak i umiejętnościami kompozycyjnymi. Nie byli to muzycy, którzy dopiero zaczynali grać, tylko mieli już jakieś doświadczenie pod tym względem. Pozwoliło im to zarejestrować kawał naprawdę dobrej muzyki. I tak, jest ona pierwotna, mroczna i niekiedy brudna za to ma swój charakter. To właśnie te czynniki wyróżniały Absu na tle ówczesnej amerykańskiej sceny death metalowej. Teksańczycy różnili się od swoich kolegów z np. Florydy czy Nowego Jorku. Można powiedzieć, że ich muzyka na początku lat 90. to był death metal z naleciałościami black metalu. Sporą robotę w tym zakresie zrobiły też teksty odbiegające od tematyki gore czy zagadnień społecznych co było częstym zjawiskiem na scenie.
Poza tym Absu już na starcie nie stroniło od bezkompromisowości. Szybkość, ciężkie brzmienie, sporo dołu (bas zrobił swoje) i dość gęste partie perkusji to elementy, które przyczyniły się do powstania zwartych, mocnych materiałów. No i dorzucić do tego trzeba jeszcze niski i bardziej bulgoczący wokal. Wraz z tekstami kręcącymi się wokół okultyzmu wszystko to dało złowieszczy rezultat. Nagrania te przywołują niepokojącą i duszną atmosferę.
Te dwa dema Absu pomimo tego, że stylistycznie nieco różnią się od przyszłych wydawnictw, to jednak wyznaczyły Teksańczykom odpowiedni kierunek. Są one przy okazji ważną częścią nie tylko historii zespołu, lecz i death metalowej sceny, kiedy ta kwitła w najlepsze ponad 35 lat temu. Zapewne fanów Absu zachęcać nie muszę do ponownego odsłuchu tych kultowych nagrań. Natomiast jak ktoś chce lepiej poznać przeszłość grupy i death metalu to oba materiały też dobrze wywiążą się z tej roli. Takimi oto akcentami zakończę tę recenzję.
Metal Drifter Score: 4.0 out of 5.0 stars/5
Skala ocen:
★ – Cause Of Death
★★ – Leprosy
★★★ – So Far, So Good…
★★★★ – Bomber
★★★★★ – Aces High
