Pojawiło się u mnie jakoś nagle objawienie, żeby na mojej stronie internetowej prezentować zapomniane i pomijane albumy z różnych gatunków metalu. Prawda jest taka, że w ciężkiej muzie jest niezliczona ilość zakopanych gdzieś skarbów, które niestety przepadły w czeluściach historii i czekają na drugą młodość.
Powody stojące za tym, że danemu zespołowi nie udało się przebić kiedyś z dobrą płytą, mogły być różne. Problemy ze składem, nieporozumienia z wytwórnią, złe wyczucie czasu, położenie geograficzne, trudne sytuacje życiowe i cała masa innych wybojów często miały wpływ na losy samych grup, jak i ich wydawnictw. Dlatego podjąłem decyzję o przypominaniu od czasu do czasu mniej znanych albumów z przeszłości. Chwilę poszperałem w zbiorach i na start wygrzebałem włoski death metalowy Electrocution.
Electrocution – demo „Remains”, czyli wstęp do debiutu
Z tym zespołem po raz pierwszy styczność miałem gdzieś w 1993 roku. To było jeszcze w czasach, kiedy byłem jednym z edytorów zine’a „Rotting”. Dotarła wówczas do mnie kaseta demo od Electrocution z tradycyjnym zapytaniem o możliwość wywiadu czy też publikacji info o grupie. Było to trzecie demo pt. „Remains” z 1992 roku. Włosi byli do tego na tyle uprzejmi, że na drugiej stronie taśmy w ramach zajawki nagrali kilka kawałków z ich wówczas nadchodzącego debiutanckiego albumu „Inside The Unreal”. Płyta ukazała się w 1993 roku nakładem Contempo Records. Swoją drogą, tę taśmę mam do dziś a poniżej jest jej zdjęcie.

Po odpaleniu kasety pojawiło się przyjemne zaskoczenie. Electrocution zaprezentował dojrzały death metal zorientowany na scenę amerykańską. Do tego nagrania okazały się dobrze wyprodukowane jak na tamte czasy. Ciekawostką były także oczywiście premierowe nagrania z nadchodzącego debiutu, którym w tym miejscu się zajmę.
Pierszy krążek Electrocution – klasyczny i rasowy death metal
Na „Inside The Unreal” znalazło się 10 utworów – 5 z nich to ponownie nagrane kawałki z wcześniejszych demówek. Pod względem muzycznym, żeby zobrazować jakoś krajobraz dźwiękowy, Electrocution inspirował się w szczególności sceną death metalową z Florydy. Takie nazwy jak Morbid Angel, Death, Atheist i Brutality są w tym przypadku jak najbardziej trafne. Dodam do tego jeszcze południowoamerykański akcent. Jak łatwo można się domyślić, taka nazwa jak Sepultura musi się pojawić – z okresu „Schizophrenia” i „Beneath The Remains”. Nadało to też muzyce zespołu w pewnych momentach nieco zbrutalizowany thrashowy posmak. Natomiast po samych nazwach już widać, że te wpływy miały jedną wspólną cechę – technikę. Tak, Electrocution nie stronił od techniki, chociaż dobrze ją wykorzystał, nie popadając w pretensjonalne popisy dla samych popisów.

Zatrzymam się teraz na chwilę przy produkcji. Mamy rok 1993, także album brzmi bardziej organicznie i nie ma dzisiejszej sterylności, która niestety często potrafi wyprać muzykę z jej esencji. To produkt swoich czasów i piszę to w jak najlepszym znaczeniu. Brzmienie Electrocution jest pełne, soczyste a kolejną zaletą jest to, że słychać wszystkie instrumenty. Dzięki temu można wychwycić smaczki w muzyce, a tych jest trochę. Wymienię chociażby pomysłowo zaaranżowane partie gitar, basowe wstawki, świetną pracę perkusji i wokal, który operuje w niższych rejestrach. Ma się też wrażenie, że czasem jest nieco schowany, jakby dobiegał z jakichś czeluści, lecz nie jest to mankament. Mimo wszystko pasuje do całości i muzycznie każdy element jest na swoim miejscu.

Niestety dobry debiut nie przyczynił się do większej popularności Electrocution. Jest to również jedyny krążek zespołu wydany w latach 90. Włosi zawiesili działalność w 1997 roku, by 15 lat później się reaktywować. Od 2012 roku ukazały się dwa albumy zespołu. Są to: „Metaphysincarnation” (2014) i „Psychonolatry” (2019) dobrze przyjęte w podziemiu.
Podsumowanie
Jeśli szukasz ciekawych i zapomnianych metalowych płyt z przeszłości to sprawdź jedynkę Electrocution. To naprawdę pozycja godna uwagi i doskonale pokazuje, że death metal na wysokim poziomie grano w wielu zakątkach świata. Gdyby zespół pochodził z Florydy, to pewnie bardziej by mu się poszczęściło. Niemniej wydawnictwo takie jak „Inside The Unreal” swoją klasę ma i z tego względu warto tego materiału posłuchać i to głośno.
Electrocution:
Metal Archives ⇒ link.
Facebook ⇒ link.
Instagram ⇒ link.
Bandcamp ⇒ link.
