Destructor „Tales Of Glory” (recenzja)

Destructor

Destructor

„Tales Of Glory” (2026)

Shadow Kingdom Records

Amerykanie z Destructor dzielnie stoją na straży thrash metalowego łojenia zabarwionego heavy i power metalem. Świadectwem ich niezłomnej postawy jest najnowsza płyta „Tales Of Glory”, która ukazała się w czerwcu. Przyniosła ona solidną porcję klasycznego metalu od weteranów sceny. Warto zatem przybliżyć ten krążek i napisać o nim kilka, a nawet więcej, słów.

Na start jest klimatyczne intro w postaci utworu tytułowego przechodzące w rasowe metalowe granie w „Shadow Magic”. Słuchając sobie tego riffu przewodniego, nachodzi mnie jakoś tak skojarzenie z pewnym kawałkiem innego legendarnego zespołu, co też ma utwór ze słowem „magic” w tytule. Zaznaczę od razu, że nie jest to kopia. Po prostu Destructor porusza się w podobnej stylistyce i pewne zbieżności występują. Nie da się ich czasem uniknąć i można się z tym spotkać praktycznie wszędzie niezależnie od stylistyki. Przede wszystkim jak dla mnie jest to świetny kawałek, a przejście w partię solową po drugiej minucie jest po prostu genialne. No to jazda dalej.

Linia basowa na początku „Harbinger Of Death” wyznacza ton kompozycji i kwartet nie zamierza odpuszczać także i tutaj. Słychać też nawiązania do amerykańskiego power metalu w refrenie. Gitarzysta i wokalista, Dave Overkill, używa czystej barwy wokalnej od bardziej zadziornego śpiewu obecnego na tym krążku. Następny w kolejce „Wolves At Your Door” kontynuuje pochód dynamicznych kawałków. Tym samym nasuwa mi się myśl, że może zespół celowo zastosował taki zabieg. Tak, żeby od razu przywalić słuchaczowi hat-trickiem, zanim pojawi się trochę wytchnienia.

Destructor

A skoro o tym mowa to trochę uspokojenia jest w początku „Death Screams” za sprawą balladowego, lecz jednocześnie mrocznego charakteru tego wstępu. Po półtorej minucie utwór się rozkręca i Destructor serwuje tutaj kilka zmian temp i nastrojów nadając tej kompozycji epickiego klimatu. W tym momencie pojawia się również istotna kwestia, a dotyczy ona umiejętnego umieszczenia kawałków na płycie. Pod tym względem kwartet zadbał o należytą dramaturgię. Po spokojniejszym „Death Screams” dla równowagi wjeżdża rozpędzony „Fall To Your Knees”. Natomiast po nim jest rytmiczny banger „Never Take Me Alive” co dobrze ukazuje, że kompozycje zostały rozłożone tak, żeby zapewnić różnorodność i atrakcyjny odbiór muzyki. Końcówka krążka tylko podtrzymuje dobrą kondycję zespołu. Szybkie i chwytliwe „Answers In Blood”, „Rise To Call” i „Victorious Warrior”, najszybszy strzał na płycie, dobijają z mocą. Czynią przy tym finał „Tales Of Glory” wybuchowym doznaniem.

Jest to bardzo udany album i słychać pasję w graniu. Nie brakuje na tej płycie kapitalnych riffów, mocnych refrenów i solówek strzelających z każdego kąta. Amerykanie dobrze wiedzą, jak to robić. Są w tej grze od ponad czterech dekad i startowali, kiedy heavy metal był w peaku, a thrash metal zaczął wypluwać kultowe już dziś albumy. Nic dziwnego, że nasiąknęli wówczas takimi dźwiękami i potrafią to cały czas przekładać na własną twórczość. Te 10 kawałków zamkniętych w niecałych czterdziestu minutach muzyki to dowód na to, że thrash nasączony heavy i power metalem trzyma się bardziej niż lepiej. Jeśli ktoś wielbi granie spod znaku Agent Steel, Nasty Savage, Artillery, Exumer itd. to „Tales Of Glory” jest dla niego. Pozycja zdecydowanie godna uwagi i wielokrotnego przesłuchania.

Metal Drifter Score: 4.0 out of 5.0 stars/5

Skala ocen:

– Cause Of Death

★★ – Leprosy

★★★ – So Far, So Good…

★★★★ – Bomber

★★★★★ – Aces High

Podaj dalej \m/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Metal Drifter
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.