Baphomet’s Blood „Satanic Metal Attack/Second Strike” (recenzja)

Baphomet's Blood

Baphomet’s Blood

„Satanic Metal Attack/Second Strike” (2026)

Dying Victims Productions

Tym razem pokusiłem się o zbiorczą recenzję dwóch pierwszych studyjnych albumów Baphomet’s Blood, które właśnie zostały wznowione. To znaczy reedycja pierwszego krążka miała miejsce pod koniec maja. Za to drugi pojawi się ponownie lada chwila. Możliwe, że już jest, kiedy czytasz tę recenzję. Zadaniem przypomnienia światu o tych wydawnictwach zajęła się niemiecka Dying Victims Productions, a płyty te pierwotnie ukazały się kolejno w 2006 i 2008 roku.

Główny powód, dla którego te dwa materiały wrzuciłem do jednej recenzji, jest taki, że stylistycznie nie ma pomiędzy nimi większych różnic. Niemiecki zespół od samego początku hołduje stylistyce speed metalowej, w wielkim poważaniu mając eksperymenty. No i drugi powód jest taki, że te wznowienia ukazały się w krótkim odstępie czasu (niecały miesiąc), także nie ma sensu się rozdrabniać.

Muzykę Baphomet’s Blood nazwałbym takim pijackim speed metalem. Czyli walić metronom, ładną produkcję i odpicowane na glanc zagrywki. Jak coś się podczas grania lekko wywali albo palec się gdzieś tam ześlizgnie na gitarowym gryfie, to pies to trącał. Nie zdziwiłbym się i nawet mam takie podejrzenie, że zespół zbyt trzeźwy podczas nagrywania to nie był. Ponadto widać w tytułach i tekstach uwielbienie dla rogatego, alkoholu i wszystkiego, co szybkie. Właściwie połowa kawałków z debiutu bezpośrednio do tego nawiązuje. Wspomnę chociażby o „Satanic Commando”, „Blood, Vomit And Satan”, „Satanic Beerdrinkers” i „Satanic Metal Attack”. Uroczo, co nie? Drugi krążek też pod tym względem nie pozostaje w tyle.

Baphomet's Blood

Do kogo natomiast przyrównać twórczość grupy? Tutaj zaskoczeń nie będzie. Motörhead to oczywista sprawa tak samo, jak Venom i Bulldozer. Przemknie gdzieś również wczesny Slayer i Running Wild z okresu debiutu. Poza tym Necrovomiterror to wokalnie i wizualnie kolejna wariacja na temat Lemmy’ego, tylko że trochę zdaje się większa gabarytami. Przynajmniej wnioskując ze zdjęć.

Pomimo całej tej surowości przekazu są jednak subtelne różnice pomiędzy tymi dwiema płytami. Pierwszy krążek Baphomet’s Blood jest nieco bardziej niechlujny i prymitywny od swojego następcy. Dotyczy to produkcji i samego odegrania kawałków. „Second Strike” to w sumie taki lekki „progres”, chociaż słowo to specjalnie ująłem w cudzysłowie. To nadal to samo pijackie granie, tyle że na drugim albumie ta muza brzmi głośniej i wydaje się lepiej „dopracowana” niż w przypadku pierwszej płyty.

Dodam jeszcze totalną oczywistość. Płyt Niemców najlepiej słuchać głośno z browarem w jednej ręce a drugą zacisnąć w pięść i wznosić w górę przy skandowaniu refrenów. To idealny przepis na to, żeby irytować sąsiadów i zapewnić sobie przy tym dużo radości.

Końcowa nota jest zbiorcza dla obu krążków. Jak wieść niesie, niebawem DVP wznowi również trzeci album. Stanie się to pod koniec lipca. Zmian niech nikt nie oczekuje, bo to po raz trzeci będzie to samo. I nie jest to u Baphomet’s Blood żadną wadą, tylko zaletą. Pozostaje na koniec sięgnąć po kolejny browar i ponownie odpalić oba materiały. Słuchanie na trzeźwo to mniejsza zabawa.

Metal Drifter Score: 3.5 out of 5.0 stars/5

Skala ocen:

– Cause Of Death

★★ – Leprosy

★★★ – So Far, So Good…

★★★★ – Bomber

★★★★★ – Aces High

Podaj dalej \m/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Metal Drifter
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.