Capa Preta
„Em nome de Vossa Santidade Maioral de Todos os Infernos” (2026)
Black Flame Rebellion/Black Death Production (wersja CD)
No i wylazło black metalowe plugastwo z piekielnych czeluści, a imię nosi Capa Preta. Właśnie ukazał się debiutancki krążek tego aktu. Jego wydaniem na CD zajęły się dwie krajowe wytwórnie – Black Flame Rebellion i Black Death Production. I muszę przyznać, że BFR coraz śmielej sobie poczyna, biorąc pod swoje skrzydła zespoły z klasą. Tym razem po niedawnych death metalowych strzałach w postaci płyt Mortis Dei i Undertaker nadszedł czas, żeby skręcić w rewiry czarnego grania. Brawa należą się również BDP, która to wywala z otchłani konkretną rogatą sztukę. Wrócę natomiast do bohaterów tej recenzji.
Pomimo że Capa Preta to debiutanci tak muzycy wchodzący w skład tej grupy już dawno gołowąsami nie są. Udzielają się w takich bandach jak m.in.: Gaerea, Gallows Rites i Blasphemaniac. Naszło ich za to jakiś czas temu, żeby połączyć siły i wypluć na świat black metalowego bękarta w postaci recenzowanej tutaj płyty. Dodam jeszcze, że zespół jest międzynarodowy – brazylijsko/portugalski.
No i teraz ciekawa sprawa. Można by pomyśleć, że skoro to po części brazylijskie klimaty to muzycznie będzie to coś w stylu Sarcófago, Mystifier, Vulcano itd. No i lekka zmyłka. Capa Preta muzycznie więcej ma wspólnego ze Skandynawią niż z Ameryką Południową. Co prawda elementy charakterystyczne dla black metalu z tamtego zakątka świata też przemkną, tak jednak mroźna północ daje znać o sobie mocniej.
Jeśli rzucę takimi nazwami jak Nifelheim i Watain to myślę, że dobrze to odda charakter muzyki Capa Preta. Przemkną gdzieś również echa Dissection czy Absu z niewielką domieszką black metalu made in Brasil. Zaznaczyć muszę, że nie oznacza to od razu, że trio jedynie kopiuje ww. zespoły. Tak naprawdę ma się do czynienia z black metalem o własnym charakterze, a inspiracje są wykorzystane umiejętnie.

No właśnie, na pewno na własną tożsamość muzyczną i liryczną wpływ z pewnością ma także aspekt ideologiczny. Zarówno nazwa grupy, jak i w dużej mierze liryki nawiązują do wierzeń Quimbandy. Jest to afroamerykańska religia z Brazylii. Więcej o koncepcie muzyczno-ideologicznym pisałem w innym miejscu, także nie będę się tutaj powtarzał. Wtrącę przy okazji, że teksty są po portugalsku, co na pewno podbija przekaz płyty. W książeczce można natomiast znaleźć dodatkowo angielskie tłumaczenia liryków.
Właściwie już od samego początku albumu człowiek obcuje z czymś mrocznym i niepokojącym. Pierwszy kawałek brzmi jak ścieżka dźwiękowa do horroru. Wszystko stopniowo narasta, słychać jakieś odgłosy, jest melodeklamacja, a po tym wjeżdża czarna pieśń nr 2. Po półtorej minucie kompozycja przeradza się w istną nawałnicę. Jest to tak sugestywne, że w tym momencie można sobie bez problemu wyobrazić schodzenie ciemnymi jaskiniami w blasku pochodni prosto w ognistą czeluść. Prawdziwe szaleństwo. To nie próbuje być opętane. To jest opętane. A to wielka różnica.
Kolejne kawałki tylko podkręcają i tak już ognistą atmosferę. Taki np. „Salve as Legiões do Poderoso Exu Capa Preta” ma w sobie thrash/black metalową estetykę, jak i dozę melodii spod znaku Dissection. Za to „Devoção, Sangue e Guerra” kojarzy mi się z południowoamerykańską dzikością, chociaż w drugiej części również pojawiają się melodie i odjeżdża to w stronę Skandynawii. Jest to zresztą doskonały przykład połączenia obu szkół czarnego grania. Z kolei zamykający płytę „O Vampirico ataque das Kiumbas” podsumowuje całość, spajając każdy z elementów muzyki prezentowanej przez zespół.
Mocny start zalicza Capa Preta. Jest to black metalowa muza zagrana z furią. Na tym krążku wszystko wskazuje na autentyczność przekazu muzycznego i lirycznego. Jak ktoś szuka czegoś takiego, to niech wejdzie do mrocznego świata stworzonego przez ten akt.
Metal Drifter Score: 4.0 out of 5.0 stars/5
Skala ocen:
★ – Cause Of Death
★★ – Leprosy
★★★ – So Far, So Good…
★★★★ – Bomber
★★★★★ – Aces High
