Skuggor
„The Expanse” (2026)
Nordvis Produktion
Na początku września premierę miał czwarty już krążek Skuggor. Muszę przy okazji przyznać, że tempo jest niezłe, ponieważ nowe płyty tego zespołu ukazują się jak dotąd co roku. Chociaż nie wiem, czy słowo zespół jest tutaj akurat adekwatne. To jednoosobowy projekt, za którym stoi Matthew Bell – Australijczyk mieszkający w Szwecji. Ten multiinstrumentalista postanowił dźwiękowo i tekstowo oddać klimat miejsca, w którym obecnie zamieszkuje. Północna Szwecja i jej natura są zatem wszechobecne na tym albumie, a muzycznie jest to black metal.
No właśnie, czarny metal niejedno ma imię. Przez lata powstały różne odmiany tego gatunku i dlatego na wstępie doprecyzuję, o co chodzi. Skuggor porusza się w black metalu o atmosferycznym zacięciu. W muzyce można odnaleźć ślady twórczości Burzum, Drudkh, Agalloch, Bathory i tym podobnych zespołów. Przede wszystkim ma się do czynienia w większości ze średnimi i wolnymi tempami, riffami gitarowymi zabarwionymi klawiszami i wszechobecną melancholijną atmosferą. Mimo to czasem można natknąć się na przyspieszenia jak chociażby w końcówce „The Fire” czy w „The Storm”. Z tym że na mega blasty nie ma się co nastawiać.

Podczas słuchania „The Expanse” nasuwa się jedna oczywista myśl. Muzyka Skuggor nie celuje w szybkość i brutalność tylko w budowanie klimatu. Kompozycje poruszają się niespiesznie, co daje miejsce na stworzenie odpowiedniej dramaturgii. Riffy gitarowe często są powtarzane i przekłada się to na hipnotyczny efekt. Jest to mniej więcej coś podobnego do tego, co Vikernes robił w Burzum – to tak dla przykładu. Barwy utworom nadają również klawisze. Nie są one nachalne i jest to akurat wielka zaleta. Czasem są gdzieś w tle, a innym razem wybijają się na pierwszy plan, kiedy jest taka potrzeba.
Wszystkie te elementy pospinane razem tworzą ciekawą muzykę. Nie jest ona dzięki temu przeładowana ani przerysowana. Słychać, że całość jest przemyślanym konceptem niż działaniem po omacku – jest w tym wizja. Ta muzyka doskonale odzwierciedla klimat północnej Szwecji. Płyta dosłownie przenosi człowieka do miejsca zimnych i zaśnieżonych lasów, zamarzniętych jezior i piękna przyrody, która potrafi być również bezlitosna.
No cóż, nie będę się na koniec rozpisywał, komu ten album może przypaść do gustu. Powyższe słowa dobrze już to wyjaśniły – mam przynajmniej taką nadzieję. Pozostaje ponownie włączyć krążek i przenieść się w wyobraźni gdzieś na północ. Uhhh, już robi mi się zimno. Jest ciemny las, mnóstwo śniegu a gdzieś tam w blasku księżyca lód na jeziorze odbija jego światło. Pora zatopić się w tym krajobrazie.
Metal Drifter Score: 4.0 out of 5.0 stars/5
Skala ocen:
★ – Cause Of Death
★★ – Leprosy
★★★ – So Far, So Good…
★★★★ – Bomber
★★★★★ – Aces High
