Deceptor
„Reign Of Terror” (2026)
Dying Victims Productions
Pod koniec sierpnia pojawił się debiutancki krążek dość młodego amerykańskiego zespołu. Pochodzący z Raleigh w Karolinie Północnej akt o nazwie Deceptor za cel obrał sobie oldschoolową death/thrash metalową stylistykę. Czego dokładnie można spodziewać się po tym materiale?
Przyznam się, że to moje pierwsze spotkanie z tą kapelą. Nie słyszałem wcześniejszej demówki ani EP-ki i pewnie to nadrobię. Natomiast po czterech latach działalności nakładem niemieckiej Dying Victims pojawił się pierwszy album. To wydawnictwo przyniosło 10 kompozycji, które trwają nieco ponad 32 minuty. Jak już można się domyślać, rozbudowanych suit tutaj nie ma.
Amerykanie w swojej muzyce hołdują pierwotnej death i thrash metalowej scenie. Jako odniesienia mogę podać Ripping Corpse, Demolition Hammer, wczesną Sepulturę czy Sodom, żeby wymienić kilka nazw. Ma się zatem do czynienia z produkcją nastawioną na lata 80. i podobnym sposobem komponowania. Mimo to muzyka Deceptor nie jest nastawiona na prędkość. Znaleźć można w niej sporo zarówno szybszych, jak i średnich temp.

Interesujące jest to, że płyta nie zaczyna się od pędzącego walnięcia tylko właśnie od dwóch rytmicznych kawałków. Instrumentalny „Red Dawn” wprowadza w całość, po czym przechodzi w „Human Cavity” – jak dla mnie najlepszy utwór na krążku. Całkiem fajny do headbangingu. Niezły jest też „Firing Squad”, gdzie słychać dalekie echa Slayer. Jest to również jeden z aż czterech instrumentalnych numerów. No i jak na mój gust tych instrumentali jest ciut za dużo jak na tak krótki album. Tyle że to moja subiektywna opinia.
Zespół potrafi także czasem dowalić szybko i hałaśliwe, niemal punkowo. Najlepszym dowodem na to jest trwający ponad minutę „Join Or Die”. Kolejnymi interesującym momentami są „Whammer” i „Fog Of War”. To akurat dobre przykłady, gdzie Deceptor umiejętnie miesza thrash z death metalem. Za to rozpędzony i bonusowy „Corpse Corps” idealnie wieńczy całość.
Przechodząc do podsumowania, to stwierdzam, że Deceptor zaliczył dobry start. „Reign Of Terror” to przyzwoity album. Nie jest to może pozycja równa od startu do finiszu, natomiast walorów jest więcej niż wad. Z pewnością sięgnę po kolejne wydawnictwa amerykanów, żeby posłuchać, jak się rozwinęli. Zwolennicy takiego grania nawiązującego do starej szkoły mogą sprawdzić ten krążek. Ponad pół godziny metalowego łupania szybko mija.
Metal Drifter Score: 3.5 out of 5.0 stars/5
Skala ocen:
★ – Cause Of Death
★★ – Leprosy
★★★ – So Far, So Good…
★★★★ – Bomber
★★★★★ – Aces High
