Cutthroat
„Invoking Terror” (2026)
Dying Victims Productions
Prosto z Irlandii przypełzł nowy materiał Cutthroat o niszczycielskim obliczu zawierający pięć kawałków. Swoją drogą tutaj ten kraj kojarzy się głównie z masową emigracją Polaków w celach zarobkowych. Niemniej dobry metal też stamtąd wypłynął i można wymienić chociażby takie nazwy jak Primordial, Mourning Beloveth czy absolutną klasykę hard rocka, Thin Lizzy. Tyle że bohaterowie niniejszej recenzji wybrali się w nieco inne muzyczne rejony niż wymienione przed chwilą zespoły.
W tym przypadku ma się do czynienia z konkretnym oldschoolem w postaci thrashującego death metalu. Tak chyba mogę najbliżej określić twórczość Cutthroat. To dźwięki z czasów, kiedy swoje łby w latach 80. podnosiły takie ekipy jak Possessed, Morbid Angel i Necrovore przesuwając granice ekstremy z thrashu na death metal. No i dorzucę jeszcze taki Merciless z „The Awakening” i muzyczna mikstura gotowa.
W praktyce oznacza to, że grupa nie dokonuje żadnej stylistycznej rewolucji. Zbytnie mieszanie różnych gatunków uznaje za praktykę bluźnierczą. Jest za to hałaśliwie już od samego początku. Rozpoczynający EP-kę „March Of The Damned” z marszowym początkiem, jak na tytuł przystało, idealnie wprowadza w ten materiał. Mniej więcej po dwóch minutach zaczyna się chaos w starym dobrym stylu, chociaż nie brakuje zmian temp z szybkich na średnie. Przeszywające solówki tylko dodają odpowiedniego aromatu muzyce. Rzecz jasna obowiązkowe jest przy tym używanie systemu tremolo.

Ten niszczycielski pochód kontynuowany jest w bardziej bezpośrednim utworze tytułowym i najkrótszym na EP-ce, rozpędzonym „Azathot’s Liar”. Natomiast „Morbid Rites”, także szybki wałek, ma w sobie coś z wczesnego thrash/black metalu. Podoba mi się przejście w okolicach 3:30 w naprawdę świetne rytmiczne riffowanie. Na koniec zostaje dobitka w postaci „Life Beyond The Grave”, po czym paluch sam wędruje w stronę przycisku replay.
Ten materiał nie jest po to, żeby godzinami rozbierać na czynniki pierwsze aranżacyjne smaczki. Ten materiał jest po to, żeby siać soniczną rozwałkę i machać baniakiem. Produkcja w stylu retro, jak i samo granie trafiać ma do maniaków takiej muzy, a nie do tych, którzy wolą słodkie melodie i wypolerowane brzmienie.
To kolejna udana pozycja w katalogu DVP o ekstremalnym wydźwięku. Widać wyraźnie, że ostatnio wydawca udanie wkracza w takie rewiry. Po naprawdę dobrych krążkach Harrowed czy Into Darkness przyszła pora na Cutthroat i znowu można pogratulować wyboru ogiera do stajni. Jeśli ktoś lubi takie nuty, to zachęcam do zapodania sobie tego materiału.
Metal Drifter Score: 4.0 out of 5.0 stars/5
Skala ocen:
★ – Cause Of Death
★★ – Leprosy
★★★ – So Far, So Good…
★★★★ – Bomber
★★★★★ – Aces High
