Teratoma „Longing Voracity” (recenzja)

Teratoma

Teratoma

„Longing Voracity” (2026)

Me Saco Un Ojo Records

Zza naszej zachodniej granicy nadciągnął pomiot zwany Teratoma parający się death metalem i to obskurną jego wersją. Berliński kwintet postanowił nie bawić się w ładne i przyjazne melodie. Zapodał za to cuchnący na kilometr krążek wypełniony staromodnym graniem.

Zespół nie ma długiego stażu i swoją działalność zaczął w 2021 roku. Do tego w tym samym 2021 wydał swój debiut. Nie ma co, szybko poszło chłopakom. Zero demówek, splitów, EP i tym podobnych tylko od razu grubsza robota. Mimo to przyznam, że z grupą zapoznałem się dopiero przy okazji recenzowanego tutaj drugiego albumu „Longing Voracity”. Spotkanie to okazało się na tyle interesujące, że co jakiś czas wrzucam sobie tę płytkę i dobrze to chodzi.

Jak muzycznie wypada krążek?

Jeśli pokusić się o jakiś dokładniejszy opis muzyki Teratoma to jest to death metal głównie w średnich tempach. Przeważają kawałki nastawione na miażdżenie za sprawą bardzo rytmicznego ich aspektu. To trochę jak Bolt Thrower, chociaż brytyjskiej legendy nie dawałbym w tym przypadku jako główny pierwowzór. Na myśli mam bardziej właśnie te przewalające się przez człowieka riffy, które zachęcają do machania łbem. Blastów to się z kolei raczej nie uświadczy. Dorzucić jeszcze należy brudne brzmienie, solówki (takie zagrane od niechcenia) i głęboki growl i tak mniej więcej wygląda klimat muzyczny Niemców.

Teratoma

Prawdziwą osobliwością na tym krążku jest utwór „Interim” trwający prawie 3 minuty. A co w nim takiego osobliwego? Już wyjaśniam. Brzmi on, jakby nagrał go… tradycyjny peruwiański zespół i na pewno nie taki metalowy. Możliwe, że kiedyś spotkałeś się z Peruwiańczykami ubranymi w ludowe stroje, którzy grają na gitarach i fletach. Swego czasu takich muzykantów można było zobaczyć na chodnikach i deptakach w wielu miastach Polski. To właśnie ma taki klimat. Nie powiem, że to jest złe, tylko pojawiło się u mnie zaskoczenie, że coś takiego wylądowało na death metalowej płycie. Kojarzy mi się to też ze spaghetti westernami z muzyką Ennio Morricone.

Podsumowanie

Ciekawy to album. Niby nic nowego, a jednak zagrane to jest porządnie. Na pewno „Longing Voracity” spodoba się maniakom oldschoolowego death metalu. Tytuł w tłumaczeniu brzmi „Tęsknota Za Żarłocznością”. No w sumie takiego grania nigdy dość a szczególnie na takim poziomie. Czas sprawdzić przy okazji i debiucik.

Metal Drifter Score: 4.0 out of 5.0 stars/5

Skala ocen:

– Cause Of Death

★★ – Leprosy

★★★ – So Far, So Good…

★★★★ – Bomber

★★★★★ – Aces High

Podaj dalej \m/

2 thoughts on “Teratoma „Longing Voracity” (recenzja)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Metal Drifter
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.