Fires In The Distance
„Circadian Promise” (2026)
Prosthetic Records
Swego czasu przemknęła mi gdzieś nazwa Fires In The Distance, lecz przy natłoku różnych zespołów i wydawnictw równie szybko mi umknęła. Tak było do czasu. Widać moje drogi i amerykanów musiały się ponownie skrzyżować. Jakoś niedawno mój kumpel (dzięki Wojtas) podesłał mi link, żebym sprawdził sobie nową płytkę tej grupy. No i tak też zrobiłem, a że okazało się przy tym, że ta muza to moje klimaty to tym bardziej nie ociągałem się z odsłuchaniem tego krążka.
To już trzecia płyta kwartetu z Connecticut, który niezmiennie od samego początku serwuje melodyjny doom/death metal. Zespół jako swoje inspiracje wymienia Paradise Lost, Sentenced, Swallow The Sun, jak i Enshine. No i tak się składa, że akurat te nazwy są mi bliskie. A do tego jestem szalikowcem Enshine i pochodnych projektów tego świetnego, lecz niestety niezbyt należycie docenianego duetu, to moje zainteresowanie Fires In The Distance tym bardziej wzrosło.
Jeśli mowa jest o muzyce, to grupa porusza się po znanych wodach. Nie ma odjazdów w jakąś alternatywę czy eksperymenty. Wszystko jest zachowane zgodnie z wytycznymi gatunku. I nie jest to wcale zarzut. Co prawda w doom/death metalu zbyt wiele wymyślić już się nie da. Za to można zagrać taką muzykę z gracją i to właśnie robią amerykanie.

Na płycie jest sześć utworów, a większość z nich jest długa. Jak się okazuje Fires In The Distance sprawdza się dobrze w takich formach muzycznych. Przede wszystkim zespół dba o to, żeby nie było monotonii. Jest sporo ciekawych melodii i riffów, a do tego kompozycje nie są zbudowane według schematycznego wzorca. Kwartet unika powtarzalności, co przy tak długich kawałkach wymaga talentu, żeby zaaranżować je w interesujący dla słuchacza sposób.
Ponadto grupa zadbała o różnorodne tempa i zmiany klimatów, co również dobrze wpływa na odbiór całości. Jako przykłady wskażę np. konkretne przyspieszenie w „To You, Author Of My Fade” czy spokojne, o lekko elektroniczno-ambientowym zabarwieniu, fragmenty w „Lightless Days Of A Songless Bird” czy „By This Time Tomorrow”. W ostatnim ze wspomnianych przed chwilą kawałków jest też naprawdę świetne solo. Za to zamykający album „Agonal Dreaming” doskonale podsumowuje całość jak na wielki finał przystało. Dzięki takim zabiegom płyta nie nuży, a długie utwory przelatują błyskawicznie.
Sporo ciekawego dzieje się na „Circadian Promise”. Jeśli komuś melodyjny doom/death metal często gra w głośnikach, to warto do odtwarzacza wrzucić nowy krążek Fires In The Distance. Zaletą jest na pewno to, że zespół unika ślimaczych temp i wtórności. Proponuje w zamian bogatą muzykę o wielu warstwach i barwach. Słucha się tego znakomicie i ta płyta jest dowodem na to, że ten gatunek metalu ma się dobrze. No nic, czas ponownie zanurzyć się w dźwiękach tego albumu.
Metal Drifter Score: 4.0 out of 5.0 stars/5
Skala ocen:
★ – Cause Of Death
★★ – Leprosy
★★★ – So Far, So Good…
★★★★ – Bomber
★★★★★ – Aces High

recenzja zachęca,żebym sprawdził tą kapelę,może niezbyt często słucham domm/death ale też całkiem nie unikam
Ta kapelka gra naprawdę ciekawie. Mam nadzieję, że podejdzie Ci do gustu 🙂